niedziela, 5 stycznia 2025

Z pamiętnika Outlandera - Bulling i brak akceptacji

     Prawie zapomniałam o istnieniu tego bloga, ale wrócił do mnie z racji pewnych przemyśleń. Więc może od razu przejdę do tematu. 

    Przeglądałam sobie facebooka bez konkretnego celu i natrafiłam na post o tematyce szkoły. Niektórzy mówili o tym, jak tęsknią za szkolnymi czasami, inni jak bardzo cenią sobie dorosłość. To skłoniło mnie do "cofnięcia się w czasie" i głębszych przemyśleń. Czy ja tęsknię za szkołą? Za pewnymi jej aspektami, tak. Za swojego rodzaju beztroską, za tym, że nie wymagano ode mnie tak wiele jak w dorosłym życiu. Jednak w ogólnym rozrachunku, szkoła była dla mnie potwornym doświadczeniem. Pominę tu dosadny opis podstawówki i gimnazjum, krótko - bulling kwitł niczym magiczne kwiaty po czarodziejskim deszczu. Przejdźmy więc do liceum...

Liceum kończyłam za granicą, a konkretnie w Norwegii. Wiele różnych czynników miało wpływ na przeprowadzkę za granicę, ale nie o tym. 

Cóż początku, jako obcokrajowiec otrzymałam możliwość uczestniczenia w kursach językowych i tam akurat nie było najgorzej, gdyż ludzie dookoła byli w podobnej sytuacji. Z tego roku nauki udało mi się dużo wyciągnąć. Następnie, trafiłam już do szkoły i ponownie, jako obcokrajowiec w pierwszej kolejności trafiłam do "innføringsklasse", czyli takiej klasy wprowadzającej do formy edukacji. Dowiedziałam się w tamtym roku, czego właściwie będę się uczyć i jak wygląda tamtejszy system edukacji. Można to trochę przyrównać do polskiego planu daltońskiego. Po tym wprowadzającym roku, w końcu zaczęłam pełnoprawną naukę w norweskim liceum. Z racji, że bardzo lubiłam takie klimaty, wybrałam sobie kierunek krawiecki i niestety tutaj zaczęły się schody. Poza oczywistymi zajęciami praktycznymi danego kierunku, miałam też normalne lekcje. Norweski, angielski, naturfag (chemia, fizyka i biologia w jednym), matematyka i samfunsfag (wos). Z początku mimo zaliczonych wzorowo kursów językowych, miałam problemy komunikacyjne. Wiadomo, teoria i praktyka nierzadko się różnią. O ile większość nauczycieli była dla mnie miła i wyrozumiała, nauczyciel norweskiego niestety nie był. Pokrótce? Po prostu rasistowski chujek. Gnoił mnie na każdym kroku za nawet najmniejszy błąd i robił wszystko żebym nie zaliczyła przedmiotu, ot nie lubił Polaków, bo nie tylko ja miałam z nim problemy. Istotnie przez niego nie zaliczyłam klasy. Ale to temat na inną historię. 

Z racji ciągłego podcinania mi skrzydeł przez tego frajera, rosła we mnie frustracja i coraz bardziej zniechęcałam się do nauki języka. Niestety odbijało się to jeszcze mocnej na ogólnej komunikacji. Uczniowie z mojej klasy, z racji tych problemów po prosu przestali się do mnie odzywać. Byłam kompletnie ignorowana, gdy witałam się, odwracali wzrok. Byłam niewidzialna, chyba, że akurat czegoś potrzebowali, lub mieliśmy pracę w grupach, która po prostu wymagała komunikacji. Szczególnie rzucało się to w oczy przy lekcjach angielskiego (choć raz przydał mi się stos gramatyki ze szkoły w Polsce) Norwegowie po prostu nie ogarniają gramatyki, ani angielskiej, ani swojej własnej. Nasz pierwszy nauczyciel, uroczy, złoty człowiek, kompletnie na to nie zwracał uwagi i po prostu przepuszczał wszystkich. Problem dla klasy pojawił się wtedy, gdy zmieniono nam nauczyciela. Jego następczyni, nie była już taka urocza, Nie była też wredna, za to bardzo wymagająca i dawała to odczuć na każdym kroku. Co więc mogli począć biedni Norwegowie? Oczywiście przychodzili do mnie, jedynej osoby, która ogarniała gramatykę. A ja? Tak desperacko chciałam pasować i należeć do grupy, że bezinteresownie im pomagałam. Nietrudno się domyślić, że sytuacja się nie zmieniła. 

W tej ogromnej desperacji, zaczęłam szukać akceptacji gdzie indziej. Cóż, nie byłam jedyną polką w szkole, więc tym razem doczepiłam się do grupy Polaków. Niestety z czasem dotarło do mnie, że to skrajnie nie było towarzystwo dla mnie. Chamstwo, alkohol, papierosy, kradzieże, seks i narkotyki. W to niemal dałam się wciągnąć po całości, tylko po to żeby pasować. Nawet w jednym chłopaku szczerze się zakochałam i niby byliśmy parą (No tylko weź nie mów nikomu z paczki). Jak się potem okazało, no nie kochał mnie, a jedynie wykorzystał i rzucił. 

Koniec końców wreszcie dotarło do mnie, że to wszystko co mnie tam otaczało, było jedną wielką ściemą. I z trudem odcięłam się. 

    Nierzadko się słyszy, że Norwegowie to naród tolerancyjny i pomocny. W niektórych przypadkach może tak jest, ale niestety nie wszędzie. Przez to, że wielokrotnie zostałam wyśmiana i odtrącona, tylko z powodu, że dopiero uczyłam się tamtejszego życia, niemal się stoczyłam. Owszem, spotkałam tych tolerancyjnych i pomocnych (choćby wśród większości nauczycieli), ale uczniowie od początku do końca dawali mi znać, że do nich nie pasuje. Formą było podejście passive aggressive. 

    Dziś śmiało mogę powiedzieć, że liceum było jednym z najgorszych momentów w moim życiu. Człowiek potrzebuje innego człowieka na wiele sposobów, a ja nie miałam nikogo na dłuższą metę. Ten czas zostawił na mnie spore piętno i długo nie mogłam się odnaleźć w Norwegii. Nawet później w dorosłym życiu, niektórzy mieli do mnie takie podejście, do momentu aż otrzymałam norweskie obywatelstwo. 

    Samotność, długotrwałe błądzenie we własnym mroku. To głęboko niszczy człowieka, ale i na swój sposób buduje i uczy. W tamtym momencie nauczyłam się jednego. Brutalnej ale nad wyraz głębokiej mądrości - Miej wyjebane, będzie ci dane. 





czwartek, 30 kwietnia 2020

Masz wybór! Ale zdecydujemy za Ciebie!


Z góry zaznaczę, że jest to tylko i wyłącznie moje prywatne zdanie i dopuszczam myśl, że ktoś może się ze mną nie zgadzać. Dodam też, że moje wypowiedzi mogą być mało kulturalne z powodu iż ten temat wywołuje we mnie ogromne emocje, więc jeśli komuś nie odpowiada taka forma przekazu, sugeruję nie czytać dalej.


Ostatnimi czasy pewien temat jest niesamowicie głośny. Chodzi o aborcję i edukację seksualną.
Zacznijmy więc od aborcji. Czym ona jest, to chyba każdy wie i rozumie z czym się wiąże. Niektórzy jednak nie rozumieją dlaczego ten proceder ma miejsce np. taka „MONDRA” Pani Kaja Godek. Nie będę się tu wypowiadać jedynie o jej poronionych poglądach ale o aborcji ogólnie.
Przepraszam, że określę to w taki sposób ale chuj mnie strzela jak słyszę lub czytam wypowiedzi tej kobiety.
To z czym mamy dzisiaj do czynienia to jest selekcja ludzi na lepszych i gorszych, odmawianie tym, których uzna się za gorszych prawa do życia” - Doprawdy? Przyszłe wegetujące warzywko na pewno bardzo pragnie żyć.
W jednym z wywiadów Rzeczpospolita TV redaktor pyta: „Jeżeli wiemy, że dojdzie do śmierci mimo wszystko po narodzinach, to powinno dojść do narodzin? … A co z wyborem rodziców?” Na co otrzymujemy odpowiedź: „Kategoria wyboru nie powinna być stosowana do ludzkiego życia. ...Jestem wielką zwolenniczką tego żeby ludzie mogli decydować o sobie ale nie można decydować o cudzym życiu”. HMMM... Jeśli ta wypowiedź nie przekonuje do tego, że ta pani ma coś z głową, to zdecydowanie jest tego więcej. Nie można decydować o cudzym życiu? To czemu próbuje to robić? Chrońmy życie! Łuuu super! Co z tego, że dziecko umrze w męczarniach? Ma się urodzić i chuj. A zagrożenie życia matki? A rany psychiczne jakie po tym pozostaną? JEBAĆ! Ma się urodzić BO TAK. A gwałt? Phi! Taka tam pierdoła! Zmagaj się zgwałcona nastolatko z niechcianą ciążą, wszystkimi jej niedogodnościami, depresją, nienawiścią i żalem do gwałciciela a, może jeszcze mu podziękuj, że w imię boga cię zapłodnił... A potem nienawidź swojego dziecka. Ale ważne, że się urodziło! Jestem bardzo ciekawa, czy gdyby córka Pani Godek została brutalnie zgwałcona i w wyniku tego gwałtu zaszła w ciąże w dodatku poród zagrażałby jej życiu a płód był ciężko uszkodzony, to nadal byłaby taka hej do przodu w temacie? Bo myślę, że jej poglądy by się wtedy diametralnie i gwałtownie zmieniły.
A może warto byłoby się zająć już narodzonym życiem? Dzieci w Afryce, które umierają z głodu i pragnienia, w wyniku obrzezania czy gwałtu zdecydowanie będą bardziej wdzięczne za pomoc niż niemający świadomości, kilkutygodniowy płód, bez układu nerwowego. Ale chuj tam, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Prawda pani Kaju?
Dzieci Pani Kai w wieku szkolnym i przedszkolnym oglądają zdjęcia abortowanych płodów i słyszą przy tym „...to są dzieci zabite dlatego, że były niepełnosprawne”. Jej córki, które mają niepełnosprawnego brata, nie rozumieją jak można coś takiego zrobić człowiekowi. Po małym researchu dowiedziałam się iż syn Pani Kai choruje na zespół downa. Super! Podziwiam matki, które jednak zdecydowały się na opiekę nad takim dzieckiem bo to niełatwa sztuka. Ale serio nie widać różnicy między zespołem downa, a takimi schorzeniami jak: rozszczep kręgosłupa czy bezmózgowie? SERIO KURWA NIE WIDAĆ RÓŻNICY?
Gdybym zaszła w ciąże i dowiedziała się, że moje przyszłe dziecko będzie ciężko chore lub będzie miało zespół downa, dokonałabym aborcji. Dlaczego? Primo dlatego, że chciałabym oszczędzić bólu i cierpienia sobie i dziecku skazanemu na śmierć. Secundo, że nie dałabym rady zająć się dzieckiem chorym na zespół downa i zwyczajnie bym się tego nie podjęła. I NIKT nie miałby prawa nie do tego zmuszać, bo JEGO moralność mu na to nie pozwala. Dlaczego ludzie mają być niewolnikami cudzej moralności?! To jest chore!
Nikt nie może zmusić do rodzenia” - mówi. To w końcu można czy nie można? „Nie wolno zabijać ludzi! To jest takie proste!” - Aha, czyli po raz kolejny jebać zdrowie kobiety, bo dziecko musi się urodzić.

Co do zrównania homoseksualizmu i pedofilii to już kompletny kosmos. Idiotyczna argumentacja idiotki, która pasuje do faktów jak pięść do nosa. Homoseksualista nie powinien pracować z dziećmi ponieważ „...jest to czynnik ryzyka”. A osoba niezrównoważona psychicznie nie powinna być dopuszczona do głosu w mediach.

Edukacja seksualna nie jest edukacją! To jest instruktaż seksualny , to jest oswajanie dzieci z patologiami ...”. Hmmm. A więc pokazywanie przedszkolnemu dziecku zdjęć płodów z aborcji jest spoko, ale nauka młodzieży o własnym ciele to patologia. Gratuluję bycia doskonałym rodzicem. Na początek zaznaczę, że ów edukacja w Polsce, jest prowadzona nadzwyczaj źle. Uczą jej nierzadko siostry zakonne lub księża, co jest w ogóle jakimś kompletnym szaleństwem. Młodzież uczy się, że odkrywanie seksualności to czyste zło, prezerwatywy to dzieło szatana, a za obejrzenie filmu dla dorosłych będą się smażyć w piekle. No ale o to najwyraźniej chodzi Pani Kai, bo według niej edukacja seksualna ma uczyć dzieci w wieku przedszkolnym jak się masturbować. Absurd, absurd i jeszcze raz absurd.

Edukacja seksualna JEST POTRZEBNA i to nie ulega wątpliwości. Jednak jeśli te zajęcia mają być prowadzone w szkołach, powinny mieć od tego specjalnych nauczycieli, a nie jakichś fanatycznych katechetów od siedmiu boleści.
Przede wszystkim takich rzeczy w pierwszej kolejności powinni uczyć rodzice, ich powinno się uświadomić jak podejść do tematu i nie czynić z tego wielkiego tabu. Jeśli nie zrobi tego szkoła lub rodzice, to dziecko samo sięgnie do różnych źródeł np. internetu i pornografii, co sprowadza się do stworzenia sobie błędnego światopoglądu na to, jak powinno wyglądać współżycie i błędnego postrzegania obu płci. Bo przecież jeśli kobieta nie jest piękną, idealnie wygoloną, z długimi nogami i jędrnymi cyckami, to co to w ogóle za kobieta? A jeśli mężczyzna nie jest napakowanym, seksownym maczo z nieziemskim uśmiechem i żelem we włosach, to co to w ogóle za facet? Innymi słowy, praktycznie niemożliwe do zrealizowania standardy piękna dla młodego człowieka. Warto sobie przemyśleć ten temat i poważnie się zastanowić nad swoimi poglądami.

To tyle.



wtorek, 2 kwietnia 2019

Obrażeni na rzeczywistość


Dlaczego niektórzy ludzie, obrażają się na rzeczywistość?

Zacznijmy może od tego, czym z założenia jest feminizm.

Feminizm (łac. femina ‘kobieta’) – ideologia, kierunek polityczny i ruch społeczny związany z równouprawnieniem kobiet. Istnieje wiele nurtów feminizmu, odróżniających się stanowiskami w takich kwestiach jak np. prawa kobiet i płeć kulturowa. Za twórcę terminu féminisme uważany jest Charles Fourier, który po raz pierwszy użył go w 1837 roku. ~Wikipedia

Czy dzisiejsze kobiety uważają, że nie ma równouprawnienia? Przepraszam, „kobiety” to złe słowo. Ponieważ obecnie mamy do czynienia z jakimś dziwnym wytworem społecznym i ideologią, która szerzy oderwane od rzeczywistości poglądy. Te osoby, to nie kobiety, ani feministki. Wszak dawne emancypantki, osiągnęły bardzo wiele i to dzięki nim, doszło do równouprawnienia, które mamy teraz. Kobiety mogą głosować w wyborach, mogą studiować i głośno wyrażać swoją opinię. Kiedyś nie mogły.

Czy dla niektórych osób,  różnice biologiczne między kobietami i mężczyznami, to wymysł? No niestety tak. To kompletnie oburzające, że mężczyzna jest np. wyższy czy silniejszy od kobiety. No jak on śmie?! A to, że tylko kobiety rodzą dzieci i karmią piersią, to w ogóle jest nie do przyjęcia!

Kolejna rzecz, której szczerze nie trawię – Wykrzykiwanie przez aktywistów słów, których kompletnie nie rozumieją. Wszak nazywanie rzeczywistości nazizmem czy faszyzmem, to skrajny debilizm. A więc – dlaczego, ktoś chcący przekonać ludzi do swoich poglądów, robi z siebie publicznie debila?

Krótko podsumowując – Feminizm kończy się wtedy, gdy trzeba wnieść lodówkę na 4 piętro.



źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm 

poniedziałek, 25 marca 2019

Przez frywolność do śmierci.


Kocham zwierzęta.

Odkąd pamiętam, w moim domu zawsze było jakieś zwierze. Zwykle raczej z tych typowych, jak psy, koty, świnki morskie czy rybki. Ale zdarzały się też takie przypadki, jak ranne gołębie, sroki itp. Mimo braku wiedzy, zawsze chciałam pomagać zwierzętom i robiłam to w miarę swoich możliwości. Po wielu latach, które minęły od tamtych czasów bardzo wiele się nauczyłam i nadal poszerzam swoją wiedzę. Nie zamierzam może iść na weterynarię ;) Ale podstawową wiedzę mam.

Kiedyś wydawało mi się, że mleko z kartonu to przysmak kotów, króliki uwielbiają marchewkę, szczury można wyprowadzać na spacer, a psu wolno jeść wszystko. Niestety, z czasem okazało się, że koty nie trawią krowiego mleka, marchewka powoduje u królika wzdęcia i stany zapalny przewodu pokarmowego, szczury nie powinny być wyprowadzane na dwór przez wrażliwość na zarazki i słońce, a psia dieta jest bardzo skomplikowana i wiele rzeczy może psu zaszkodzić.

W dzieciństwie miałam szczura. Wtedy wydawało mi się, że żyje mu się cudownie. Żył i w końcu dopadła go starość. Po latach znów zapragnęłam szczura. Z czystej ciekawości dołączyłam do szczurzej grupy na facebooku. I tam przeżyłam istne szczurze olśnienie. Dowiedziałam się o stadności szczurów, o ich chorobach, diecie, łączeniu i wszystkich potrzebnych warunkach, które oczywiście od razu zaczęłam spełniać. Tutaj rodzi się pewne pytanie. Jak wielu ludzi robi taki research, przed wzięciem nowego zwierzaka do domu? Im dłużej przebywam w Internecie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że prawie nikt (nie licząc grupy entuzjastów). Mało tego, że niektórzy kompletnie nie chcą się edukować, bo przecież oni wiedzą najlepiej, a jak pani z zoologa(która ma równie gówniane pojęcie) coś powiedziała, to jest prawda objawiona… To jeszcze przy próbach wsparcia ze strony obeznanych osób, czy hodowców, ktoś taki staje się agresywny i nie dopuszcza do siebie żadnej argumentacji. Jakie są potem tego efekty? Samotne, apatyczne zwierzęta, poważna otyłość u zwierząt, choroby układu rozrodczego, choroby układu trawiennego, przyczynianie się do bezdomności zwierząt i setki kotów i psów, ginących codziennie pod kołami samochodów, bo przecież Fafik czy Puszek, super się czują bez nadzoru.

Ludzie nie rozumieją, albo nie chcą rozumieć czym jest odpowiedzialność. Przecież jak się szczur, pies, czy kot znudzi, to zawsze można oddać albo wyrzucić do lasu, co nie? W tej kwestii mam swoje niezmienne zdanie. Człowiek, który unika odpowiedzialności w taki czy inny sposób, nigdy nie powinien mieć zwierząt – o zakładaniu rodziny już nie wspomnę.

piątek, 22 marca 2019

Upadek erudycji...


Z racji, że mam w drodze swoją pierwszą pociechę, postanowiłam dołączyć do różnych tematycznych forów i grup facebookowych, związanych z tematem macierzyństwa. Dowiaduje się wielu ciekawych i przydatnych rzeczy, o których wcześniej nie słyszałam, jak i mogę zadać pytanie, na które zawsze otrzymam odpowiedź. Jednak powszechnie wiadomo, że na 10 normalnych, musi się trafić chociaż jeden idiota.

Coraz częściej trafiam na zjawisko, dosłownie kretyńskiego nazewnictwa. Matki nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi i uczą je, że śiśka, cipunia, siusiaczek czy dingolek, to całkowicie normalne określenia. Rodzice – dlaczego robicie ze swoich dzieci debili? Tyle się mówi o poważnym traktowaniu dzieci, dobrym wychowaniu i odpowiednim podejściu, tymczasem w tak istotnym temacie bawicie się w jakieś infantylne i głupie zdrobnienia.  

To tylko jedna część problemu.
Co w sytuacji, gdy dziecko pyta – „Mamo? Skąd się biorą dzieci?”, a rodzic odpowiada – Od Bozi, Od bociana, z kapusty. To już jest całkowita porażka w temacie wychowania i edukacji. Z jakiegoś powodu, w naszym kraju robi się z tematu seksualności ogromne tabu. Rodzice nie umieją lub nie chcą wprowadzać swoich dzieci w dorosłość i uczyć ich o dojrzałości . To jeden z powodów, przez które pojawiają się takie zjawiska jak: nastoletnie ciąże, gwałty nastolatków, czy oglądanie pornografii. Skąd młody człowiek ma się czegoś dowiedzieć, jeśli rodzic nie chce mu powiedzieć? Niektórzy pomyślą –„No przecież w szkole jest WDŻ”. Owszem jest. Szkoda tylko, że nie ma odpowiednich nauczycieli do wykładania tego przedmiotu. Naprawdę ktoś myśli, że ksiądz prawiący o tym, że seks to dzieło szatana lub nauczycielka +60, dla której jedyna metoda antykoncepcji to kalendarzyk albo szklanka wody zamiast, to odpowiednie osoby  do uczenia dzieci i młodzieży, tak trudnych i ważnych tematów? Ja uważam, że to zwyczajna kpina.

    Żyjemy w czasach, w których nie bycie aktywnym seksualnie w wieku 16 lat, to obciach. Natomiast młodzież „niewtajemniczona” szuka odpowiedzi na własną rękę, co powoduje tworzenie sobie wypaczonego obrazu seksualności czy ich cielesności. Dlatego właśnie tak ważnym jest, aby rodzice uczyli swoje dzieci, jak to działa.Tymczasem spotykam się z przypadkami, gdy dorosłe osoby, chichoczą i czerwienią się usłyszawszy słowo "penis" lub "wagina".

   Rodzice – Nie róbcie ze swoich dzieci debili!

poniedziałek, 4 marca 2019

Doczesność


Przeraża mnie ułomność ludzka, kompletny brak konsekwencji w ich postępowaniu i głęboka głupota.  

Jak bardzo dotkniętym przez los jest człowiek, który na każdym kroku szuka zaczepki, prowokuje, słowem – uprzykrza innym życie? Jak bardzo ślepy jest człowiek, który brnie w zaparte, robiąc rzeczy skrajnie nieprzemyślane i głupie, szkodząc przy tym samemu sobie?

Jako ludzie, mamy w naturze agresje i rywalizację. Jedynie pewne umowne ustalenia i dogmaty, powodują, że panujemy nad sobą.  Jak wyglądałby bez nich świat? Świat, który mimo bycia pod wpływem tych buforów bezpieczeństwa i tak jest skazany na upadek?

Ludzkość dąży do samozagłady, nieustannie i na wiele sposobów. Sami tworzymy ten chory świat i sami się zabijamy.

niedziela, 2 grudnia 2018

Psychiatra, to nie tragedia.

Gdy coś się z nami dzieje, chorujemy, pogarsza się nasze samopoczucie itp. idziemy do lekarza. Normalna sprawa. Nie zawsze jednak robimy to chętnie i z przekonaniem.  Dlaczego? Skąd wzięło się przekonanie, że lekarz psychiatra to jakieś straszliwe zło ostateczne i trzeba być wariatem ze schizofrenią, aby do niego chodzić, ale psycholog jest już w porządku? Moim zdaniem, jest to wina dezinformacji. Bynajmniej nie chodzi brak tych informacji, a raczej o fakt, że ludziom nie chce się szukać. 
A więc. Z czym właściwie może pomóc psychiatra? 
Psychiatra diagnozuje i leczy choroby i zaburzenia psychiczne. 
Do psychiatry możemy udać się bezpośrednio lub po tym, jak poradzi nam taką wizytę psycholog lub lekarz pierwszego kontaktu. 

Z jakimi problemami odwiedzić psychiatrę?

*zmiany nastroju;
*zmiany w naszym zachowaniu w relacjach rodzinnych i społecznych, np. wycofywanie się z nich, izolowanie się od otoczenia;
*zmiany aktywności - nadmierna lub zbyt słaba w porównaniu z okresem poprzedzającym pojawienie się zmian;
*gwałtowne zmiany w życiu, z którymi nie potrafimy sobie poradzić: śmierć bliskiej osoby, choroba, zwolnienie z pracy;
*ciągłe uczucie strachu, niepokoju;
*ciągłe uczucie smutku, przygnębienia, bezradności;
*ciągłe poczucie samotności;
*zauważamy, że staliśmy się bardziej nerwowi, nadwrażliwi, cały czas czujemy się atakowani i chcemy odpowiadać atakiem;
*gdy zauważamy rzeczy, słyszymy głosy, których inni nie dostrzegają;
*gdy mamy bóle głowy, występuje u nas drżenie rąk, nadpotliwość, kołatanie serca, a badania wykluczyły chorobę somatyczną (fizyczną);
*gdy nadużywamy alkoholu, leków, narkotyków, jesteśmy uzależnieni od hazardu, zakupów czy seksu.

Czym różnią się: psychiatra i psycholog?

Psychiatra:
~jest lekarzem.
~może wypisywać recepty, zwolnienia lekarskie, kierować do szpitala.
~diagnozuje i leczy zaburzenia i choroby psychiczne.

Psycholog:
~jest absolwentem studiów psychologicznych.
~udziela wsparcia psychicznego i stawia diagnozę psychologiczną.
~orzeka i opiniuje.
~nie wystawia recept.

Zanim więc postawi się kropkę nad "i", trzeba się doinformować. Psychiatra to nie tragedia. To lekarz jak każdy inny i ma on obowiązek pomóc nam z naszymi problemami.